Co to jest glamping? Luksusowe kempingowanie blisko natury – Twoja przygoda na wyciągnięcie ręki
Uwielbiasz naturę, ale nie przepadasz za spaniem w namiocie zrobionym z materiału cienkiego jak wafelek ryżowy? Chciałbyś poczuć zapach lasu, śpiew ptaków o poranku, ale jednocześnie marzysz o łóżku na tyle wygodnym, że zazdrości mu nawet twój kot? Oto rozwiązanie twoich dylematów – glamping, czyli luksusowa wersja kempingowania rodem z filmów Jamesa Bonda, jeśli tylko Bond zdecydowałby się spać pod gwiazdami.
Glamping – z czym to się je?
Co to jest glamping? Słowo to powstało z połączenia dwóch angielskich wyrazów: glamorous (czyli pełen przepychu, luksusowy) i camping (czyli popularne biwakowanie wśród natury). Efekt? Zjawiskowe miejsce, gdzie zamiast twardych materacy i gnieżdżenia się w ciasnym namiocie, czeka na nas welurowa pościel, klimatyzacja, lampa w stylu boho i najpewniej – hamak z widokiem na jezioro.
Dla wielu może to brzmieć jak wakacyjny absurd, ale dla coraz większej liczby podróżników, to świetne połączenie dwóch światów – dzikości natury i wygód godnych butikowego hotelu.
Dom wśród drzew… z jacuzzi?
Glampingowe obiekty przypominają najczęściej baśniowe chatki ukryte w lesie, luksusowe jurty rodem z Mongolii, transparentne kopuły do obserwacji gwiazd czy stylowe przyczepy Airstream. Często wyposażone są w elektryczność, ogrzewanie, prywatne łazienki, a nawet jacuzzi z widokiem na dolinę porośniętą pierzastym lasem. Można więc napić się prosecco, podziwiając zachód słońca z gorącej kąpieli – wszystko to bez potrzeby noszenia kijków trekkingowych.
W Polsce glamping zyskuje na popularności jak Karpaty po deszczu. Z roku na rok przybywa coraz więcej klimatycznych miejscówek: od Mazur po Bieszczady. A że Polacy kochają łączyć sprzeczności (patrz: majsterkowanie i luksusy), nic dziwnego, że ten trend podbija nasze serca.
Blisko natury, bez zbędnych kompromisów
Glamping to nie tylko okazja do zdjęcia ładnego zdjęcia na Instagram. To prawdziwe doświadczenie życia w symbiozie z naturą, ale bez konieczności rezygnowania z wygód. Można słuchać rechotu żab siedząc na skórzanym fotelu, pić kawę na tarasie z drewna tekowego i medytować o 7:00 rano w otoczeniu brzóz – wszystko to bez obaw o komary atakujące z każdej strony.
Dla rodzin z dziećmi to również świetne rozwiązanie – kontakt z dziką przyrodą może być czymś więcej niż żywa lekcja biologii – może być świetną zabawą dla całej rodziny. Szczególnie kiedy wieczorem można zjeść pizzę z pieca opalanego drewnem i wypić kieliszek wina pod rozgwieżdżonym niebem.
Glamping – czyli minimalizm po królewsku
Glamping wpisuje się doskonale w nurt slow life i ekologicznego podróżowania. Często wykorzystuje się tu lokalne materiały, systemy ograniczania zużycia wody i energii, a nawet kompostujące toalety (choć te akurat mogą być bardziej hipsterskie niż komfortowe). Zatem to nie tylko przyjemność, ale i odpowiedzialność – możesz cieszyć się wypoczynkiem bez zostawiania śladu w przyrodzie większego niż trop łosia.
No dobrze, ale wróćmy do pytania podstawowego: Co to jest glamping? To właśnie nowoczesny sposób na wypoczynek – piękne miejsca, komfortowe warunki, zero stresu i maksimum relaksu. A jeśli chcesz jeszcze więcej informacji, koniecznie zajrzyj tutaj.
Glamping to styl życia
Niektórzy uważają, że glamping to tylko trend dla wygodnych mieszczuchów w lnianych koszulach. Ale prawda jest taka, że to po prostu inna definicja przygody. Wcale nie musisz wylewać z butów deszczówki po burzy, żeby poczuć, że żyjesz. Możesz spać w namiocie na drewnianej platformie, pić świeżą kawę z ekspresu i obserwować jelenie przechadzające się nieopodal – a potem iść na masaż ajurwedyjski.
To też świetne rozwiązanie dla par na romantyczny wyjazd, grupy przyjaciół chcących się zresetować lub solowych podróżników, którzy pragną ciszy i spokoju lepszego niż terapia dźwiękiem.
Bez względu na to, czy jesteś zapalonym globtroterem, czy raczej niedzielnym turystą, glamping oferuje coś wyjątkowego: powrót do natury, ale na własnych zasadach. To miejsce, gdzie luksus spotyka się z prostotą, a człowiek może naprawdę złapać oddech. Bo przecież nie chodzi o to, gdzie śpisz – chodzi o to, jak się z tym czujesz. I chyba wszyscy się zgodzimy, że podgrzewane łóżko z widokiem na jezioro cieszy bardziej, niż śpiwór w błocie. Szczególnie jeśli możesz wypić prosecco bez obawy, że wpadnie ci do niego owad wielkości lotniskowca.


